Zielonoświątkowcy bez Chrystusa

DPŻ 6/2017

Zielonoświątkowcy bez Chrystusa

Czy Chrystus staje się obcym pośród nas?

Artykuł ten jest proroczym ostrzeżeniem z Azusa Street, wypowiedzianym 75 lat temu, dotyczącym niebezpieczeństwa bezchrystusowych zielonoświątkowców. Frank Bratleman był naocznym świadkiem wylania Ducha Świętego w 1907 roku na Azusa Street. Prawie 75 lat temu podczas tego wydarzenia napisał on ostrzegający traktat przed zielonoświątkowcami bez Chrystusa. Ostrzegał: „Nie możemy mieć doktryny ani szukać doświadczenia nigdzie indziej poza Chrystusem. Wielu skłonnych jest poszukiwać mocy, aby dokonywać cudów, kierować uwagę i podziw ludzi na siebie, okradając przez to Chrystusa z Jego chwały i czyniąc przedstawienie w ciele. Wydaje się, że w tej chwili ludzie potrzebują prawdziwych naśladowców uniżonego Jezusa. Religijny entuzjazm łatwo staje się niezdrowy. Ludzki duch bardzo dominuje we wszelkim zwracającym na siebie uwagę i podziw w religijnym działaniu. My jednak musimy pozostać wierni Chrystusowi. Jakakolwiek praca wywyższająca dary Ducha Świętegoponad Chrystusa zakończy się ostatecznie fanatyzmem. Cokolwiek sprawia, że wywyższamy i kochamy Chrystusa jest dobre i bezpieczne. Coś przeciwnego zrujnuje wszystko. Duch Święty jest wielkim światłem, lecz zawsze skupionym na Jezusie, aby Go objawić. Gdzie Duch Święty ma rzeczywiście swobodę działania, tam Jezus jest ogłaszany Głową, a Duch Święty Jego wykonawcą”.

W innym miejscu brat Bartleman ostrzegał: „Szatan kusi, aby ludzie zwrócili się ku płytkiemu życiupolegającemu na wołaniu „Panie, Panie!” Nie wymaga to żadnego krzyża. Dlatego jest to zawsze popularne. Nie możemy położyć mocy, darów Ducha Świętego, ani w gruncie rzeczy niczego, przed Jezusa. Jakakolwiek misja, która wywyższa choćby nawet Ducha Świętego ponad Jezusa będzie fundamentem błędu i fanatyzmu. Wydaje się, że istnieje wielkie niebezpieczeństwo stracenia z oczu tego, iż Jezus jest „wszystkim we wszystkim”. Dzieło Kalwarii musi pozostać w centrum naszej uwagi. Duch Święty nigdy nie odwróci naszego wzroku z Chrystusa na siebie, ale raczej objawi Go w pełniejszy sposób. Jesteśmy w niebezpieczeństwie zlekceważenia Jezusa czyniąc Go „zgubionym w świątyni” poprzez wywyższanie darów Ducha Świętego. Jezus musi być centrum wszystkiego.”

Ja nie lekceważę tego ostrzeżenia. Niebezpieczeństwo zielonoświątkowców bez Chrystusa jest dzisiaj bardzo realne. Mówię wam, że jest rzeczą możliwą zgromadzić napełnionych na jednym miejscu wielbiących i wznoszących swe ręce – i wciąż mieć Chrystusa spacerującego pośród nich jako obcego! Prawdą jest, że On powiedział: Gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich (Mat. 18,20), ale on może być pośród nas jako obcy! Ignorowany, nierozpoznany – nawet przez tych, którzy spotykają się w Jego imieniu! Każdego szabatu Żydzi zgromadzali się w synagodze, aby mówić o Jego imieniu i prorokować o Jego przyjściu. Chwalili imię Ojca, który obiecał Go zesłać. Wymawiali imię Mesjasza z bojaźnią i czcią. Lecz gdy On przyszedł i chodził pośród nich – nie był rozpoznany. Był dla nich kimś obcym! Chrystus obcy pośród zgromadzenia osób, które uważają, że są napełnione Duchem Świętym? Pośród tych, którzy wymawiają Jego imię i czczą Ojca, który Go zesłał? Obcy dla tych, którzy śpiewają Jego hosanny i nazywają Go „Panie Panie”? Tak! Absolutnie tak! To nie tylko jest możliwe – to dzisiaj dzieje się wśród Bożego ludu! Pozwólcie mi pokazać wam trzy sposoby, przez które czynimy Chrystusa obcym pośród nas! Niech Duch Święty zabierze naszą duchową ślepotę, abyśmy mogli jeszcze raz ujrzeć Go tym, kim naprawdę jest – Panem wszystkiego!

I. Czynimy Chrystusa obcym przez wywyższenie Ducha Świętego ponad niego

Chrystus i jedynie Chrystus musi być centralnym punktem życia i uwielbienia! On jest Głową Ciała, Kościoła. On jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby we wszystkim był pierwszy, ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości… (Kol. 1,18-19). Aby we wszystkim był pierwszy…To znaczy – dostrzegany, ten o którym najwięcej się mówi, mający pierwsze miejsce we wszystkim. Nawet Duch Święty nie ma być uwielbiony ponad Jego imię! Wieczernik nigdy nie może przyciemnić Krzyża. Nie ośmielamy się myśleć o Chrystusie jako po prostu o tym, który zesłał Ducha Świętego, innymi słowy „Dzięki Ci Jezu, za zesłanie kogoś lepszego.” Chrystus zesłał Ducha Świętego, aby objawić Swoją własną pełnię wśród nas, ale gdy Duch Święty staje się centrum uwagi, kościół nie skupia się na tym, na czym powinien. Duch Święty zstąpił na Chrystusa, gdy wychodził z wody po chrzcie i wtedy Ojciec powiedział o Nim: To jest mój syn umiłowany, w nim mam upodobanie. Duch zstąpił cieleśnie jako gołębica, ale uwaga była skierowana na Baranka Bożego – który gładzi grzechy świata. Nie gołąb, lecz Baranek! Chrystus powiedział swoim uczniom o nadchodzącym dniu Zielonych Świąt, kiedy miał to być wylany Duch w jednym celu, którym było otrzymanie mocy do wywyższenia imienia Chrystusa. Ale weźmiecie Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was i będziecie Mi świadkami (…) aż po krańce ziemi (Dz. 1,8). Jezus wyjaśnił, że gdy Duch zstąpi, to nie przyciągnie uwagi na siebie, ale skupi ją na słowach Chrystusa. On wywyższy Jego. Gdy przyjdzie On Duch prawdy (…) nie sam od siebie mówić będzie (…) On Mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi. Wszystko co ma Ojciec, moje jest, dlatego rzekłem wam, że z mego weźmie i wam oznajmi (Jan. 16,13-15). Jezus powiedział: „On pokaże wam Moją chwałę, Moje Królestwo, przypomni wam o moich słowach.” Podstawowym celem Ducha Świętego nie jest zjednoczenie, chociaż jednoczy On wierzących jako jedno w Chrystusie. Nie jest nim Duchowe uniesienie. Nie jest nim tylko nauczenie nas nieznanego języka. Duch przyszedł, aby wywyższyć Chrystusa! Aby wprowadzać ludzi w prawdę, że Chrystus jest Panem. Nie wystarczy powiedzieć, że Duch zbliżył nas do siebie – On musi zbliżyć nas do Chrystusa. Pełnia Ducha jest pełnią Chrystusa. Jeśli nie posiadasz trawiącej miłości do Chrystusa, to nie masz też chrztu w Duchu Świętym. Chrystus Chrzciciel zesłał Ducha Świętego, aby nasze dusze zapłonęły dla straconej ludzkości, aby spowodować nasze wyjście na ulice, place i wszędzie tam, gdzie możemy dosięgnąć niezbawionych, aby wstrząsnąć naszym leniwym stylem życia i sprawić, abyśmy zajęli się pracą dla Niego. Ten błogosławiony Duch Święty będzie zasmucony, a w końcu odejdzie, kiedy ludzie będą próbować wywyższać Go ponad Syna Bożego. On nie pozwoli na to, aby Jego moc była wykorzystywana przez tych, którzy chcą tylko daru, a nie Chrystusa – Dawcę!

Czym jest spotkanie w Duchu Świętym? Czy jest ono tam, gdzie wszyscy mówią językami? Lub tam, gdzie ludzie są uzdrawiani? Gdzie święci skaczą z radości? Gdzie święci prorokują? To jest więcej, o wiele więcej niż to! Jest ono tam gdzie Chrystus jest wywyższony, gdzie Jego świętość przenika duszę, gdzie kobiety i mężczyźni padają przed Jego tronem, złamani, upokorzeni, wołając: „Święty, Święty”. Poruszenie Ducha jest poruszeniem bliżej do Chrystusa, głębiej w Chrystusa w celu większego poddania się Jego władzy.

II. Chrystus staje się obcym, gdy ludzie wychwalają go, ale nie modlą się do niego

Wychwalamy Chrystusa, do którego się nie modlimy! Staliśmy się wielbiącymi ludźmi, ale niemodlącymi się. Dla wielu Bożych ludzi komora modlitewna stała się reliktem przeszłości. „Dlaczego prosić Boga o to, co już obiecał? Po prostu uchwyć się obietnic i żądaj ich spełnienia.” My już nie pragniemy Chrystusa tak bardzo, jak tego, co on może dla nas uczynić. Chcemy ucieczki od bólu i cierpienia. Chcemy, aby nasze problemy zniknęły. Jesteśmy tak bardzo zaaferowani naszą ucieczką od bólu, że tracimy prawdziwe znaczenie krzyża. Unikamy krzyża i strat – żadnych Getsemane dla nas! Żadnych nocy w agonii! My nawet nie znamy tego cierpiącego, krwawiącego, wskrzeszonego Chrystusa! Chcemy Jego uzdrawiającej mocy. Chcemy Jego obietnic, powodzenia. Chcemy Jego ochrony. Chcemy więcej tych ziemskich dóbr. Chcemy Jego szczęścia. Ale tak naprawdę nie chcemy Jego samego. Kościół kiedyś wyznawał swoje grzechy – teraz wyznaje swoje prawa. Jak wielu służyłoby Mu, gdyby On nie ofiarował nam nic więcej ponad siebie? Żadnego uzdrowienia. Żadnego sukcesu. Żadnego powodzenia w sprawach finansowych. Żadnych światowych błogosławieństw. Żadnych cudów, znaków. Co by się stało, gdybyśmy jeszcze raz musieli przyjąć radośnie zniszczenie naszych dóbr? Gdybyśmy zamiast bezproblemowego życia i spokojnej żeglugi, napotkali obawy i walki. Gdybyśmy zamiast życia bez bólu, cierpieli okrutne wyśmiewania, kamienowanie, rozlew krwi – będąc rozpiłowywani na części. Gdybyśmy zamiast naszych pięknych domów i samochodów musieli błąkać się po pustyniach odziani w owcze skóry, kryjąc się w jaskiniach i norach? Gdybyśmy zamiast pomyślności byli w nędzy, chorzy i męczeni, a jedyną pociechą byłby fakt, że mamy Chrystusa? Już niewielu spośród Bożych ludzi się modli! Oni są zbyt zajęci pracą dla Jezusa, aby rozmawiać z Nim! Szczególnie pasterze stali się tak bardzo zajęci pracą dla królestwa, że mają mało (lub w ogóle) czasu pozostawionego na modlitwę. Jest czas na odwiedzanie, budowanie, podróżowanie, czas na wakacje, uczęszczanie na spotkania, czas na rekreację, czytanie, udzielanie porad – ale nie ma czasu na modlitwę. Gdy tracą kontakt z Bogiem, tracą również kontakt z ludźmi i ich potrzebami. Kaznodzieje, którzy się nie modlą, mają ego wymykające się spod kontroli. Pragną własnych ścieżek. Zastępują ciężką pracą namaszczenie. Ewangeliści, którzy się nie modlą stają się gwiazdami, opowiadaczami historyjek. Brakuje im pokory, więc manipulują tłumami przez emocjonalne tricki.

Wielu pasterzy woła „O, Boże gdzie mogę znaleźć ewangelistę, który nie dba o pieniądze, który nie planuje żadnych nowości? Który może zniżyć niebo i uczynić Chrystusa realnym? O, Boże daj mi modlącego się człowieka, by rzucił na kolana me zgromadzenie!” Wstydem tego pokolenia jest to, że mamy tak wielu utalentowanych Bożych ludzi a tylko niewielu, którzy dotykają Boga w modlitwie. W zgromadzeniu jest nawet mniej modlitwy! Jestem w 100% za przywróceniem modlitwy do naszych szkół publicznych! Ale to nie prawdziwy problem Boga! Jego problemem jest przywrócenie modlitwy w naszych domach! Jego problem to spowodowanie, aby ludzie modlili się! Jesteś oszustem jeśli walczysz o szkolne modlitwy, a sam zaniedbujesz modlitwę w komórce! Czy się modlimy? O, tak! Gdy czegoś potrzebujemy. Mamy gotową formułkę „w imieniu Jezusa”. Wszystko do czego Go potrzebujemy, to podpisywanie naszych petycji do Ojca. Jestem zmęczony ludźmi, którzy mówią „To taki zagoniony wiek – nie mam czasu na modlitwę. Chciałbym, ale nie mam czasu”. Nie, to nie brak czasu! To brak pragnienia. Znajdujemy czas na to, na co naprawdę mamy ochotę. Spójrz na młodych chrześcijan, marnujących czas na gry „Pac-man”, „Galaxy-war”, unikających pracy, znudzonych, niespokojnych, szukających jakiejś akcji! Ale bez czasu na modlitwę; bez czasu dla Jezusa!

O, Boże, w jakiś sposób rzuć to pokolenie na kolana. Nie tylko modlitwa Pańska, ale codzienna społeczność z Chrystusem. Nasz Zbawiciel, który troszczy się i zajmuje wszechświatem ma czas na modlitwę za Ciebie! Znajduje czas na wstawianie się za tobą przed tronem Boga (Hebr. 7,25), a ty mówisz, że nie masz czasu na modlitwę do Niego! Pracujemy gorączkowo dla Chrystusa, którego ignorujemy. Pójdziemy wszędzie, zrobimy wszystko w Jego imieniu, ale nie będziemy się modlić. Będziemy śpiewać w chórze, odwiedzać chorych i więźniów, ale nie będziemy się modlić. Będziemy udzielać porad zranionym i potrzebującym, zostaniemy całą noc z przyjacielem, by go pocieszyć, ale nie będziemy się modlić. Będziemy walczyć z korupcją i niemoralnością. Będziemy protestowali przeciwko broni nuklearnej. Nie będziemy się jednak modlić. Przede wszystkim nie modlimy się, ponieważ tak naprawdę nie wierzymy, że modlitwa przynosi skutki. Modlitwa jest krwawym polem bitewnym! Na nim odnosimy zwycięstwa. Na nim umieramy dla siebie. W modlitwie Święty Bóg pokazuje nam ukryty grzech! Nic dziwnego, że Szatan próbuje powstrzymać modlitwę. Człowiek, który się modli wstrząsa piekłem. Taka osoba jest niebezpieczna, ponieważ Szatan wie, że modlitwa jest mocą, która kruszy jego królestwo. Szatan nie obawia się żądnych mocy świętych, ale drży, gdy słyszy modlącego się świętego!

III. Chrystus staje się obcym pośród nas, gdy bardziej chcemy jego mocy niż jego czystości

Angielski wykładowca Zielonoświątkowej Ligi Modlitwy, kiedyś postawił przed zgromadzeniem kwestię mocy i świętości. Powiedział: „Ci, którzy chcą mocy niech staną po mojej prawej stronie, a ci, którzy chcą Świętości – po lewej.” Zgromadzenie ustawiło się w stosunku 10:1 za mocą. W Dziejach Apostolskich Zielone Święta były bardziej synonimiczne z czystością niż z mocą. Piotr powiedział radzie w Jeruzalem to, co Bóg uczynił w domu Korneliusza: Bóg (…) dając im Ducha Świętego jak i nam (…) oczyścił ich serca wiarą. (Dz. 15,8-9). Kto jest mężem lub niewiastą Bożą mającą moc? Czy ktoś, kto może uzdrawiać chorych i wskrzeszać z martwych? Czy ktoś, kto potrafi najlepiej mówić językami i prorokować? Czy ktoś, kto przyciąga najwięcej ludzi i buduje najwspanialszy kościół? Ten, który ma moc, ma czystość! Sprawiedliwy jest jak nieustraszony ryczący lew (Przyp. 28,1).

Prorok Malachiasz prorokował o nadnaturalnym oczyszczeniu zbliżającym się do Bożego domu. (…) Potem nagle przyjdzie do swej świątyni Pan, którego oczekujecie (…) lecz kto będzie mógł znieść dzień Jego przyjścia, kto się ostoi, gdy się ukaże? Gdyż jest On jak ogień odlewacza,jak ług farbiarzy. Usiądzie by wytapiać i czyścić srebro. Będzie czyścił synów Lewiego i będzie płukał ich jak złoto i srebro. Potem będą mogli składać Panu ofiary w sprawiedliwości (Mal. 3,1-3). To jest podwójne proroctwo. Malachiasz mówi w nim o pierwszym przyjściu Chrystusa, a także o drugim. On przyjdzie znów nagle, jak złodziej w nocy. Najpierw jednak oczyści swój Kościół. Nie jesteśmy gotowi na przyjście Chrystusa! Czy to jest triumfujący Kościół? Zawistny, rozwodzący się, przygnębiony, o światowym umyśle, chciwy powodzenia i rzeczy materialnych, współzawodniczący ze sobą, letni, cudzołożący, bogaty w coraz większą ilość dóbr, nieświadomy duchowej ślepoty, biedny, kochający przyjemność, wypoczynek, tracący czas na sport, politykę i moc – czy to jest Kościół, po który przychodzi Jezus? Napełniony strachem i zwątpieniem, zadowolony tylko z posiadania dobrego zdrowia i szczęścia? Moja Biblia mówi, że On przyjdzie po zwycięski Kościół! Kościół bez plam i zmarszczek! Ludzi, którzy są przywiązani do rzeczy w górze! Ludzi o czystych rękach i sercach. Ludzi oczekujących Jego przyjścia! Ludzi z „nowojeruzalemskim stanem umysłu”. Nie ma już pytania: „Co może dać mi moja wiara. Jakie cuda On dla mnie uczyni”? Jest pytanie: „Jak przed Nim stanę? Jak stanę przed sądem”? (…) kto się ostoi, gdy On się ukaże?” (Mal. 3,2). Nie ma już pytania: „Jak się czuję, jak zdobywam szczęście? Jak spełniam pragnienia mego serca” Jest pytanie: „Czy przetrwam, gdy stanę przed sędziowskim tronem Chrystusa? Jak przetrwam, jeśli żyłem tak beztrosko, tak egoistycznie, zaniedbując tak wielkie zbawienie? ” To co jest teraz ważne, nie ma w ogóle nic do czynienia z tym światem. Teraz jest ważne pytanie „Czy zaniedbałem Chrystusa w tej północnej godzinie”? Oczyszczenie zacznie się od kazalnic! Będzie czyścił synów Lewiego (Mal. 3,3). Bóg dokona tego przez „podkręcanie żaru”. Bóg zamierza uczynić rzeczy tak gorącymi, ognistymi, intensywnymi, że ludzie Boży będą rzuceni na kolana! To ogień Ducha Świętego, ogień prześladowania, ogień ciężkich zmartwień. Ogień niewiarygodnych trudności, wyśmiewania, plotek, problemów finansowych. On wstrząśnie wszystkim, co może być wstrząśnięte! Będzie wstrząsał, szorował palił, oczyszczał i – uświęcał. Żaden mężczyzna ani niewiasta Boża nie uniknie oczyszczania! Bóg jest zdeterminowany wydobyć z nas wszelkie śmieci i brudy. Oczyszczenie będzie rozszerzało się od kazalnicy do ławki kościelnej. Święci, przygotujcie się! Bóg przygotowuje się do odsłonięcia wszelkiego grzechu, cudzołóstwa, głupoty! Duch Święty będzie ganił nas za grzechy. Jak możesz się bawić, gdy Bóg wkłada Cię do tygla i zaczyna go rozgrzewać? Twój chrzest Duchem Świętym przyczyni się do tego. Malachiasz powiedział: Bo oto nadchodzi dzień, pali jak piec. Wtedy wszyscy zuchwali i wszyscy, którzy czynili zło staną się cierniem, i spali ich ten nadchodzący dzień…! (Mal. 3,19).

Bóg obiecuje także, że zburzy twierdze wroga! On raz i na zawsze pokaże Diabłu i światu, kto ma moc! Jeśli Bóg ma właśnie uczynić wszystko to, co przepowiedzieli prorocy, że uczyni – to jakaż wspaniała przyszłość przed nami:

  • oczyszczony stan duszpasterski,
  • Kościół, który Bóg przywołuje z powrotem do upamiętania i świętości,
  • ludzie obmyci, oczyszczeni, chwalący Go w prawdziwej sprawiedliwości,
  • przebudzenie wśród młodzieży,
  • upadająca narkotykowa twierdza,
  • alkohol i rozwód już nie występujący wśród Bożego ludu,
  • dźwięk modlitwy,
  • wstawiennictwo,
  • lud Boży powracający do Słowa Bożego,
  • wypróbowani ludzie na nowo oddani Chrystusowi,
  • Jego osoba wywyższona, by przyciągać wszystkich ludzi do Niego,
  • Chrystus już nie obcy wśród nas, lecz ukoronowany i panujący,
  • Zielonoświątkowcy prawdziwie wychwalający imię i moc Jezusa Chrystusa – Pana wszystkiego!
Dawid Wilkerson

Top